Tag Archives: pogoda

Dzień dobry ponownie

Czyli…. Czyli nie wiem co…

Chciałbym o czymś napisać, ale przecież każdy wie, jak jest, co nie? Niby raz na jakiś czas wpada mi pomysł do głowy na ciekawy temat. Nawet dość często. Zazwyczaj podczas powrotu do domu, rzadziej gdy zmierzam do roboty, bo wtedy mi żal dupę ściska, że kolejny dzień stracony, wiadomo. Niestety (albo stety!) żaden z pomysłów nie wytrzymuje próby czasu (czytaj: 15 minut, jakie mnie dzielą od domu / pracy). Wszystko wydaje mi się takie nieciekawe i nudne. Stosunki interpersonalne (wypadło mi ze łba bardziej potoczne określenie ej!) nudne. Polityka nudna (a raczej frustrująca, a po co się frustrować). Miłość nudna (tutaj null, nada, flatline, wszystko umarłszy). Nawet pogoda nudna!

No weźmy pierwszą z brzegu pogodę. Zima dała nam w kość, nagle z dnia na dzień zrobiło się w chuj letnio i każdy na ulicy wystawia teraz mordki swe zacne do słoneczka, co by niedobory witaminy D uzupełnić jak najprędzej bo zaraz zrobi się znów jesień i wstrętno i szaro buro (tylko w Bieszczadach pięknie i rudo!). I każdy szybko zapomni o słońcu i znów popadniemy w letarg i będziemy szukali ciepłych kątów gdzie bądź, byle ciepło i przytulnie. Już teraz, patrząc na zieleń wszędobylską buchającą z każdego możliwego miejsca, soczystą, myślę, że zaraz się to kurwa i tak skończy i  każdemu będzie przykro, a mnie już jest (M. słyszę Cię…). Nuda!!!

Te stosunki interpersonalne… Czyli życie w społeczeństwie… Czyli integracja? No nieważne, jak zwał, tak zwał. Clou polega na tym, iż coś takiego już ledwo istnieje. To znaczy istnieje, ale przeniosło się do szumnie zwanych social mediów. Rozmawiamy przez komunikatory, załatwiamy większość spraw przez internety, pierwszorzędne potrzeby typu jeść, pić, spać, miłość, seks, załatwiamy apkami. Ba, dbamy o zdrowie apkami! Natura, spacery, żywy kontakt z kimś, powoli zaczynają wygrywać z technologiami. I ja to rozumiem i w większości wypadków nie mam z tym problemu, bo niby idziemy z duchem czasu, ale… Ale jednak w niektórych chwilach ściska mnie w dołku, bo zamiast cieszyć się tym, co nas aktualnie otacza, co się wokół nas dzieje, dzielić się z innymi prawdziwymi emocjami… Wolimy dzielić się postami, płaską namiastką prawdziwości. Lajki okazują się ważniejsze od rzeczywistości. Stojąc na szczycie góry, nad przepaścią, nad brzegiem morza, tracimy zapierającą dech w piersiach perspektywę, kłaniając się przed smart urządzeniem. I ja też to robię i mnie to boli, bo wiem, że tyle tracę… Fejsbuk od jakiegoś czasu zastępuje nasze emocje emotami. Krok bliżej do obłędu. Ale każdy z nas jest tego świadom, każdy to widzi, czuje, więc po co pisać?

Miłość… Wyżej napisałem, jak to się odbywa, a ja to nie potrafię przez internet, więc zbytnio się rozwodził nie będę. Seksu też tam nie potrafię, dziwny jakiś jestem, asocjalny i w sumie chuj, bo mi to wisi (Tata miał takie powiedzonko „koło pisi wisi”. Moje ulubione! Jedno z). P. mi powtarza, że powinienem sobie kogoś do ruchania ogarnąć, bo mi tego potrzeba, a ja się pytam: niby po co? Bo tam to jakiś jebany kult ciała panuje, jakaś California słoneczna przez okrągły rok. Wszyscy porozbierani, wymodelowani, nienaturalnie idealni. I tylko „No photo, no chat”. Tacy oni mądrzy. Ja to mam swoją taką jedną miłość, którą zakopuję głęboko na dnie emocjonalnego wora, a która raz na jakiś czas próbuje się na powierzchnię wygramolić. I ja ją wtedy „jeb”, bo wiem, że to najmniejszego sensu nie ma, sprawa przegrana i pogrzebana i do dupy. Nuda!!!

O polityce nawet nie będę zaczynał. W tej kwestii jestem wykapany ojciec: wystarczy iskra.

Reklamy
Otagowane , , , , , , , ,

Doły pionowe

Wszyscy ostatnio skrzą się iskrami i miotają piorunami. Każdy naburmuszony, zdenerwowany, fuka i bąka pod nosem. Jak bawoły. Z nozdrzy leci para. Każdy gotowy do ataku. Ja na czele.

Wkurwiony jestem niemiłosiernie. Od jakiegoś już czasu. Mam wątpliwości, czarne myśli, wszędzie słyszę podteksty, każdy mnie drażni. Wszystko mnie drażni!

6.30 rano, spacer z psem. Idę przed siebie wkurwiony, że pełen dobrych intencji i nadziei na wiosnę znów nie wziąłem czapki, szalika, rękawiczek. Piździ. Sonie ciągnie. Słyszę złowrogie warczenie psa.

– Proszę skrócić psa!
– Słucham? Niech pan, do kurwy, skróci swojego psa! Nie panuje pan nad swoim psem, to może nie powinien pan go w ogóle mieć!
– Ja swojego skróciłem…
– Dobra, spierdalaj!

Mijam osłupiałego faceta. Opamiętuję się i się zaczynam zastanawiać, czy ja jestem zdrowy? Przecież facet nie był niemiły i chciał dobrze.

Wracam z pracy. Tramwaj jak zwykle zatłoczony, ja jak zwykle psioczę na ZTM. „Kurwa, czy tak trudno zrobić raz na pół roku badania intensywności ruchu?! Mogliby się niejednego nauczyć od Trójmiasta! Metropolia od siedmiu boleści, z najgorszą jebaną komunikacją miejską!”. Tramwaj się zatrzymuje, ja chcę wysiąść. Zaczynam się przepychać.

– Przepraszam… Przepraszam…

Grupa eleganckich pań stoi przed zamkniętymi drzwiami, patrząc na mnie nieporadnie, że niby co one mają zrobić? Przycisk wcisnąć? Odsunąć się? Zaraz nie zdążę wysiąść. Gniew wzbiera. Zaczynam napierać, głośno wypowiadając myśli.

– No żesz kurwa mać, stoją i się patrzą, jak szpak w pizdę, żadna nie drgnie, ani nie wciśnie przycisku, przecież mówię PRZEPRASZAM!

Wiosenko, wiosenko, kurewko ty mała, spóźniasz się, a ludzie rozumy tracą!

Otagowane , , , , , , , , , ,

Koniec milczenia

Pozimowe doły zalane jeszcze sorbetem śniegowym, ale już widać przebijającą się wiosnę, co napawa mnie optymizmem i pozytywną energią. Wracam, jestem, będę. Przynajmniej do kolejnego czmychnięcia ukradkiem w kąt.

Mam nadzieję, że smacznego!

Otagowane , , , ,
%d blogerów lubi to: