Tag Archives: homo

Parada pomyłek

Znów tu jestem. I wszyscy moi znajomi też. Ci dawni, ci niedawni, ci i tamci… a zatem zaczynamy!

Sejm RP. Gorąc jak… coś tam (nie przeklinam). Czekamy na znak, by w końcu wyruszyć na spacer. Cała nas masa. Każdy szuka znajomych. Wielkie poruszenie. Ekscytacji jakby brak. Raczej kurnik. Spotykam Exa. Żaden problem, utrzymujemy poprawne relacje. Cieszę się, że go widzę. Cieszę się, że skrócił brodę. Jest ze swoimi znajomymi. Przedstawiamy się sobie.

– Cześć, jestem Taki Siaki

– Cześć, miło mi poznać taki siaki. Jestem Sraki.

Wymiana uprzejmych uśmiechów i uścisków dłoni. Pierwsza nieśmiała obczajka. Boże, jakie ten koleś ma zajebiście owłosione nogi!

– Słuchaj, a firma I to coś ma wspólnego z firmą S?

– No tak, bo firma I i S się połączyły. Właściwie S to już w tej chwili I… Dlaczego pytasz?

Skąd wie, gdzie pracuję?

– Bo mój Ex pracuje w I. Taki. Owaki.

– Ach, tak, Taki Owaki, kojarzę…

Kilka godzin później dostaję wiadomość:

„Jak wrażenia? Się nie znaleźliśmy. Widzę, że znasz się z moim byłym :-P”

A bit creepy…

Whatever, wracając do spaceru. Hasło marsz, wyruszamy!

Ulica Piękna. Postanawiam odstawić jednak rower. Nie chcę w tym tłumie się z nim przebijać. Na chwilę się odłączam od mojej grupy. Szybko szukam miejsca, do którego mógłbym go przypiąć. Przypinam. Wracam. Grupy już nie znajduję. Znajduję za to jego. Dwa razy się spotkaliśmy. Spotkania bardzo miłe, koleś przestał się odzywać. Takie tam nic. Dość niezręczna sytuacja, więc się szybko witam, wymieniam parę zdań i szybko kolegę gubię.

Ulica Mokotowska. Spacer staje na dość długą chwilę. Ja staję na wysokości ogródków piwnych. Przy jednym ze stolików siedzi on. Wiele lat temu poznaliśmy się na imprezie w Koglu Moglu. Wylądowałem u niego na noc. Noc chyba jednak nie poszła po jego myśli. Rano odwiózł mnie do chaty. Więcej się nie odezwał.

Plac Zbawiciela. Tęcza w tym roku znika. Uważam, że to błąd. Ma ona dla mnie sentymentalną wartość, bo pojawiła się na Zbawixie raptem miesiąc przed moją przeprowadzką do Warszawy. Nie znam Zbawiciela bez tęczy. Poza tym to cicha wygrana frakcji i ugrupowań mi nieprzychylnych.

Ulica Marszałkowska. Tłum się przerzedza. Przede mną przebiega on, jak zwykle ubrany w czerwoną koszulę w kratę bez rękawów. Poznaliśmy się w Sopocie. W Zatoce Sztuki. Jedna z najfajniejszych randek w moim życiu. Potem spotkanie w Warszawie. Tektura. Odstawiłem go. Nie wiem, dlaczego. Nie wiem. Płakał. Mi było głupio. Próbowałem naprawić. Nie było czego. Teraz się nie znamy.

Ulica Świętokrzyska. Zauważam jego. Widzę, jak powoli jedzie na rowerze w przeciwnym kierunku. Ze swoim chłopakiem. Spotykałem się z nim miesiąc, może dwa. Dałem się wtedy ostro ogłupić. Wpadłem, choć nie był tego wart. Nigdy więcej. Przypatrują się tłumowi. Hipsteriada jak… coś tam.

Krakowskie Przedmieście. Jego też znam. Kurde, jak on się bawi! Nikt inny nie tańczy tylko on! Spotkaliśmy się swego czasu na kawie. Przyszedł nieźle napruty. Może zrobiłem błąd, że nie dałem mu szansy?

Ulica Senatorska. Kolejny on. Krótka rozmowa, z której się dowiaduję, że on nie bardzo wie, jak ze mną rozmawiać, ponieważ byłem dla niego niemiły, opryskliwy. Więc woli delikatnie. A w ogóle to jeden z jego towarzyszy strasznie się mną jara i że chciałby mnie poznać. Odmawiam.

Plac Teatralny. Pięć minut i koniec spaceru. Platformy rozłożone, tłum się rozszedł. Podróż sentymentalna przez moje gejowskie życie właśnie się zakończyła. Dziękuję, do widzenia już w następnym roku.

Reklamy
Otagowane , , , , , , ,

Prawie monolog

– Wiesz, takie mam ostatnio rozkminy. Myślę sobie, to znaczy nie chcę, żeby to zabrzmiało jakoś tak wiesz… Może to dziwne, ale myślę sobie, że osoby niepełnosprawne są o wiele normalniejsze od nas! Bo chodzi o to, że obojętnie, czy nabyli tą swoją niepełnosprawność, to znaczy, czy nabawili się jej w jakimś wypadku, czy też są niepełnosprawni od urodzenia i wszystko jedno, czy to tylko niepełnosprawność ruchowa, czy też psychiczna, oni dzięki niej mają o wiele więcej pokory do życia! Bo wiesz, oni, chcąc żyć normalnie, jak każdy z nas, muszą w to włożyć o wiele więcej wysiłku i zachodu. Normalne życie to jest naprawdę dla nich ogromny wysiłek, bo nie dość, że mają takie problemy, jak każdy z nas, to jeszcze muszą się borykać z problemami związanymi ze swoją niepełnosprawnością! Dlatego mają w sobie pokorę, szacunek do życia i muszą być niesamowicie silni i chyba nie są tak wyrachowani. Dlatego mógłbym mieć niepełnosprawnego chłopaka. Bo wyobrażam sobie, że oni są normalniejsi od nas.

– Myślę Maciek, że wśród sprawnych ludzi też możesz znaleźć takich, którzy mają szacunek i pokorę do życia.

– No tak, ale kurwa, myślisz, że wśród gejów nie ma niepełnosprawnych? To niemożliwe, żeby nie było żadnego niepełnosprawnego geja, tylko gdzie oni są? Na żadnym gejowskim portalu nie spotkałem ani jednego chłopaka niepełnosprawnego.

– Myślę, że oni mogą mieć swoje portale.

– Myślisz? No ale dlaczego? No bo to kurwa są dwa zupełnie wykluczające się światy! Rozumiesz? Gejostwo i niepełnosprawność. Chodzi mi o to, że oni mają totalnie przejebane, bo muszą się znaleźć w świecie, w którym liczą się tylko ideały. Przecież pedały totalnie nie tolerują żadnych niedoskonałości! Dlatego niepełnosprawnych nie widać na portalach, oni nie istnieją! W ogóle to Ci powiem, że to mnie już, kurwa, powoli nudzi. Każdy pedał musi mieć teraz sześciopak, musi napierdalać żelastwem, musi mieć czarne sneakresy z białą podeszwą i kurwa rurki, koniecznie podwinięte, bo takie są teraz wytyczne najnowszych trendów! Do tego kurwa długa, zaczesana grzywa i broda! A to wszystko wynika kurwa z jebanych kompleksów! Kurwa, bo trzeba sobie przecież udowodnić, że jesteśmy prawdziwymi facetami! Jesteśmy męscy, idealni, nie mamy żadnych słabosci. I tylko kurwa napierdalają te samojebki przed lustrami, otoczeni żelastwem w tych swoich Żatomi! To jest słabe. Koleś prężący się na siłowni przed lustrem od razu traci w moich oczach co najmniej 50% męskości.

– No tak! W ogóle to te samojebki to moim zdaniem głównie domena pedałów. No i może próżnych lasek.

– Prawda. Samojebki to domena ludzi próżnych. Pedały są prózne i kiczowate. I pełne kompleksów. Nie mówię, że ja też sobie nie jebnę jednej, albo drugiej samojebki raz na jakiś czas. W ogóle, to Ci powiem, że jak ostatnio przeglądam instagram i jak widzę kolesia z wyprężoną klatą i sześciopakiem, przewijam, nawet mi się na niego patrzeć nie chce. To już jest kurwa nudne. Ideały są nudne, ile można patrzeć na idealne ciało, idealnego kolesia, przecież kurwa oni wszyscy wygladają tak samo. Do porzygu! Dlatego ja wolę ogladać ciała niedoskonałe, inne, ciekawe. Ludzie są ciekawi i nie są kurwa idealni! To znaczy ja nie mam nic przeciwko dbaniu o zdrowie, ale kurwa bez przesady! Najśmieszniejsze jest to, że znakomita większość tych pakersów to po prostu przegięte dziunie. Kurwa, jestem dziś najbardziej homofobicznym gejem.

– No tak, no.

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , ,

Kompost

Trudno wrócić, więc proszę o odrobinę wyrozumiałości.

Dla uzupełnienia informacji: Pies umarł w maju. Nowe mieszkanie. Stara dzielnica. Stara praca. Singiel. Jeden epizod. Dwa nowe tatuaże. Kolejny w drodze. Czyli po staremu.

Przemijanie, zdrowie, życie, młodość, starość. Rozkminy po totalu. Sporo ludzi ostatnio punktuje innych (i siebie) w moim otoczeniu za wiek.

Jedzie chodnikiem koleś na longboardzie. Zajebiście, modnie ubrany, sprawny, wysportowany. Na oko jakieś 45 lat. Zdradzają go zmarszczki na twarzy i siwe włosy na głowie. Zatrzymuje go Straż Miejska: „Panie R. w takim wieku?! Czy to wypada?…”

Rodzinne spotkanie. Przy stole wielkanocnym grupa ludzi w wieku około 60 lat. Nasza trójka, w wieku około 35 lat, siedzi na sofie. Kobieta opowiada o swoim mężu: „Paskudny nowotwór pęcherza moczowego. Wycieli mu go i ma zrobioną rekonstrukcję z jelita. Może się to objawiać nietrzymaniem moczu w nocy no i w ogóle. Nie, to już przeszło 6 lat! Nauczył się wyczuwać, kiedy che mu się załatwić, to jest takie dziwne parcie w dole brzucha. No naprawdę paskudny, paskudny nowotwór!” Mężczyzna słucha w milczeniu. Kilka tygodni temu przebiegł swój kolejny maraton. Planuje następny. W Helsinkach. Po nogach mu nie cieknie pomimo wieku i pęcherza z jelita.

Kobieta kontynuuje: „Przerost prostaty? No tak, można przez odbyt, ale teraz to już inaczej! Teraz to w badaniach krwi wychodzi. To się nazywa PSA! No ale można przez odbyt! No to tak samo, jak po porodzie lekarz bada, czy macica się już zaczęła obkurczać, to też przez odbyt, no bo jak inaczej?” Pani A. wstając od stołu i rzucając nam ostrzegawcze spojrzenie mówi: „Wy też już powinniście uważać! Powinniście chodzić do lekarza i na badania! To już taki wiek, że zaczynają się problemy ze zdrowiem! No niestety!” Kiwamy w milczeniu głowami.

Rozkminy z M., że jesteśmy starzy, zgnuśniali, że nigdzie nie wychodzimy do ludzi, do klubów, na imprezy, że jakiś kryzys i marazm. Swiat się kończy, czas umierać i tak raz na jakiś czas sobie pobiadolimy. Ostatnio dzielę się rozkminami ze znajomymi – na oko około 45 lat (tak dokładnie to nie wiem, a boję się zapytać). R. się ożywia: „Ale Maciek, to mija! Proszę Cię! Spójrz na mnie! Ostatnio zaliczyłem imprezę w Luzztrach!” W sercu zaczyna kiełkować nadzieja.

W tym roku kończę 38 lat. Cioty mnie pochowały jakieś dwa lata temu. Właściwie to już się rozłożyłem. Jestem żyznym kompostem.

Będę wesołym, młodym staruszkiem.

Otagowane , , , , , , , , , ,
Reklamy
%d blogerów lubi to: