Tag Archives: choroba

Krótkie wakacje

10.02.2016

Pani z zabiegowego ze mną dziś o tatuażach porozmawiała:
– tak panu się pokolorować zachciało?…
– no tak, tak jakoś.
– a chce pan się dalej kolorować?
– oj tak!
– oj to ja nie wiem, gdzie bym się panu wkuła.
– to w tatuaże nie można się wbijać?
– no wie pan, raczej zafałszowują obraz żył.
– ja na szczęście mam dobre żyły.
– no nawet nie będę musiała światła włączać!

Trwa pobieranie krwi, a po nim…

– to ja panu dobrą radę dam, żeby się pan już jednak nie kolorował.

12711179_752164951551050_3834500144335692838_o

12.02.2016

Bawię się dobrze, jest piękna pogoda, w nocy współurlopowicze organizują niezapomniane imprezki, a kuchnia urzeka przepychem i orientalnymi smakami. Naprawdę warto choć raz w życiu odwiedzić to miejsce, a śmiem nawet sądzić, że niektórych tak bardzo urzeknie, iż będą tu wracać. Dziś na śniadanko zaserwowali nam taki rarytas, niespotykany raczej na naszych rodzimych stołach, a mianowicie pleśniowy chleb z masłem! Dość specyficzny, zaskakujący swym bogactwem, lekko kwaśny smak, z kurzowym bukietem, rozwijającym się w dalszej części języka w trakcie długiego przeżuwania. Niekoniecznie jest to mój smak, ale na pewno wielu przypadnie do gustu. Bon appétit!

12716092_752570604843818_2341711430107856593_o

13.02.2016

Mówię Wam, wizyta w szpitalu bez wenflona, to jak Walentynki bez czekoladek. A jak jeszcze kroplówkę zapodadzą, to jakby szampana polali!

Oho, odkorkowali. Cheers!

12715482_753035038130708_6015251006202301462_n

14.02.2016

No kochani, takie życie, to ja rozumiem! Rozkręcam tu niezłą bibkę! Szalone piżama party! Fancy słomeczki, kolorowe drineczki, a każdy gość przy wejściu dostaje symboliczne zwierzątko domowe jako znak mojej gościnności, kaczuszkę! You’re all invited!

15.02.2016

W moim kurorcie przynoszą śniadanie do łóżka, przychodzą gwiazdy… do łóżka. Chyba nie muszę Wam tłumaczyć, co się dzieje POTEM! Generalnie nuda wiem, wielki świat, bling bling, czerwone dywany i żony Hollywood!

Tylko nic nie mówcie salowej, że już wstałem :-D

12715312_753407621426783_2731524869277608512_n

17.02.2016

Ile najwięcej pytań na raz przyszło wam kiedykolwiek do głowy? Na raz nie da się ich wszystkich zadać. Próbowałem. Wyszło idiotycznie.

1936306_754107078023504_1729553066330945424_n

18.02.2016

Plany są takie: w dzień, w którym stąd wyjdę, wpierdalam co lubię, piję alko i palę zioło. Chodzi mi po głowie jajko w majonezie, tatar wegański albo cieciorex, butelka białego wina i zmrożona wódka! I chuj, że środek tygodnia! Kto jest ze mną, a kto przeciw mnie?

10464132_754390547995157_4439134824232129429_n

19.02.2016

3… 2… 1… Life!

12734244_754904191277126_6784512761660276996_n

A diagnoza dość scary…

Reklamy
Otagowane , , , , , , ,

Niezły odlot

Matka natura to ma czasem pomysły po chuju. Weźmy na przykład takie zatoki. Ni to nie macha, ładnie nie wygląda. Gdzieś tam w twarzoczaszce schowane, tylko się gilami zapycha, smarkami zielonymi, potem boli, uszy się zatykają i człowiek cały poirytowany. Po chuj to komu? Jeszcze by się symetrycznie dwa zatykały, to nie. Jedno zatkane, drugie działa. Mono jebane. Ryj wykrzywia, jak coś ktoś mówi, bo wtedy lepiej słychać, ale tak głupio patrzeć komuś z ukosa w oczy, więc stara się człowiek panować nad sytuacją.

– Co? Jak się czuję? Miło, że pytasz, nie za dobrze.
– Pytałam, czy dużo drukujesz…
Takie drobne, zabawne faux pas. Nie, mnie nie śmieszą.

Raz w roku mi się zdarza. Na przełomie zimy i jesieni. Próbuję wtedy inhalacji, kropli do nosa i aerozoli w dawkach szklanka na nozdrze, olejków mentolowego, z drzewa herbacianego, eukaliptusowego po kilka kropel na poduchę (jebie u mnie wtedy, jak u starej zielary!), różnych tabletek na zatoki, ale najchętniej wjebałbym w sam środek ucha drylownicę i wypruł skurwysyństwo razem z połową mózgu na zewnątrz. Bardzo irytujące uczucie. A i tak się kończy zawsze tak samo. Antybiotykiem.

W tym roku nie było inaczej, też mnie zatkało, ale pomyślałem, że jeśli będę cierpliwy, to może antybiotyku nie trzeba będzie. Zatkało w sobotę, a dziś mamy nadal zatkaną środę. Cierpliwości mi nie brakuje. Tym razem postawiłem na skomasowany atak wielu składników o bardzo silnym natężeniu i tak, jak nigdy, stosowałem wszystko na raz. Niestety skomasowany atak okazał się w chuj nieskuteczny, więc byłem zmuszony zwiększać systematycznie dawki leków, szczególnie piguł. Kiedy to w sobotę przyjmowałem jeszcze dawkę 6 piguł dziennie, po 2 trzy razy na dobę, tak wczoraj brałem już 12 piguł dziennie, po 3 cztery razy na dobę. Albo może więcej… Serio nie pamiętam! Nawet sobie nie wyobrażacie, jak zatkane ucho potrafi być kurewsko irytujące i wkurwiające!

Dzisiejszego dnia nastąpiła kulminacja. Niby ucho lepiej, ale rozpierdoliło mnie, jak to moja przyjaciółka zwykła mawiać, w chińskie osiem. Obudziłem się w nocy zlany zimnym potem. Poducha mokra, kołdra mokra, prześcieradło mokre, ja mokry, wszystko mokre. Nic, kurwa, idę się przebrać w suche i siku. Nie w siku przebrać. Siku zrobić. W łazience, pomimo pełnego pęcherza, siku nie mogę. Myślę sobie, aha kurwa, prostata, to pewnie już ten wiek, że prostata, bo jestem stary! No nic, wydusiłem siku i idę spać. Rano budzik dzwoni. Boże, matko, gdzie ja jestem? Oczy otwieram z ledwością. Patrzę. Dobra. Wstaję. Palpitacje serca jakieś, drgawki, źle się czuję, nie piję dziś kawy, o nie! Herbatki to owszem. W łazience znów siku kiepsko idzie. Do tego jakiś niepokój, ogólne pobudzenie z jednej strony, a z drugiej coś jakby senność. Do pracy nogami powłóczę. W autobusie jakoś dziwnie się czuję, że jakby podwójnie poirytowany, że ludzie mnie dotykają. Coś daleko do tej agentury. W pracy siadam za biurkiem. Jezu, skupić się nie mogę! Komputer. Pyk! Mam temperaturę, na pewno mam! Telepie mną! Nic, robota, robota, zbieram myśli. Staram się. Kurwa, zaraz się chyba przewrócę! Na siedząco się przewrócę! Laski przychodzą z briefami. Czego one kurwa chcą! Total jakiś, idźcie stąd, dajcie żyć! Co wy nie widzicie, że jestem, kurwa chory?!

– Coś jesteś jakiś taki dziwny, taki nieswój. Wszystko dobrze?
Chuja, nie dobrze, idźcie do kurwy!
– Nie, normalny jestem. Trochę jeszcze to ucho, ale i tak już lepiej, niż wczoraj.

Idą. Ja siedzę. Muszę się położyć. Wyciągam krople do nosa i się kładę. Leżę. Zasypiam. Jakieś haluny mi się śnią. Budzę się i natychmiast wstaję. Nie no, ja jestem chory, mam temperaturę, idę do domu, muszę pod kołdrę i się wykurować! Idę do WC. Siku nie idzie. Wracam. Znów przychodzą i nad uchem napierdalają. Kurwa, dość, ja wypierdalam. Ubieram się i wychodzę. Dzwonię do M. Napierdala mi, głowę suszy, że do lekarza powinienem, że tyle dni z uchem takim, że tyle leków. Jo, dobra, bla, bla, bla. Wsiadam do autobusu. W drodze do domu kilka razy zasypiam, jak jakiś naćpany ćpun. Źle ze mną.

Kurcze, zaczynam rozkminiać, a co, jeśli ja rzeczywiście leki przedawkowałem? Sprawdzam w necie symptomy zatrucia pseudoefedryną. Klik. Wyskakują. „Podobne działanie do amfetaminy, zaburzenie pracy serca, nagły wzrost ciśnienia, zatrzymanie moczu, drżenie mięśni, nadmierne pobudzenie, gwałtowne zmiany nastroju, uczucie zmęczenia, wzmożona senność…”

O ja jebie, to wszystko jakby zaczyna być jasne! Ja zwyczajnie naćpany jestem!!!

Oby, kurwa do jutra przeszło, bo już chcę być normalny! Choć normalny to ja nigdy nie będę.

A antybiotyk i tak biere…

Otagowane , , , , , , , , , , , ,
%d blogerów lubi to: