Category Archives: Notka

IDGAF

Jak to się stało, że teraz facet jest substytutem miękkiej faji? Kiedyś silny, szorstki, męski, dziś jest zwyczajną łajzą. Obraża się tupiąc nóżką, obraża mnie wytykając mi głupotę, na każdym kroku się mazgai, nie wie, czego chce, więc podejmuje miliony decyzji na raz, z których w ostatecznym rozrachunku nie wynika nic. Rozchwiany emocjonalnie, jednego dnia do rany przyłóż i chodząca euforia, następnego dnia odpychający sopel. Wciąż zajebisty, niezastąpiony, idealny, wszechwiedzący, wszechchcący, mający idealną receptę na życie, czyli „fokus na mnie i tylko na mnie oraz oczekiwania, oczekiwania, oczekiwania”. Gubię się w całym tym gąszczu emocjonalnych zawiłości. Wiem, że nie dam rady mu sprostać. Nie będę taki, jakby chciał. Najpierw staram się wspierać, potem odpuszczam. Nie mam dalej ochoty. Nie wiem, jak miałbym to wszystko ogarnąć. Nie zgadzam się kurwa na takie traktowanie. Uważam, że to jest nie w porządku, żeby kimś tak manipulować. Jestem zmęczony. Nie zamierzam nikomu zastępować ojca, matki, niańki, opiekuna… Kurwa nie, po prostu nie.

Dlatego okazałem się być niepoważnym idiotą, jestem niesmaczny, nie mam klasy i generalnie nie daję nic z siebie.

Drogi Chłopaku, mała rada na przyszłość: jest mnóstwo specjalistów od emocji, z którymi sobie nie radzimy. Nie można się bezwładnie „wieszać” na swoim potencjalnym partnerze, bo go rozbuchane emocje po prostu mogą przygnieść. Szczęście nie zależy od innych, a jest wynikową tego, co nosimy w sobie. Związek to partnerstwo, a nie wywyższanie się i oczekiwania.

Jestem dojrzałym facetem (taką mam nadzieję, pomimo moich heheszków), dlatego postanowiłem się chronić. Moja decyzja nie była łatwa, ponieważ absolutnie nie byłeś mi obojętny. Wczorajszego wieczoru przekonałeś mnie jednak, że była ona jak najbardziej słuszna. Dziękuję.

Reklamy
Otagowane , , , , , ,

Nobody cares

Tu miał być tekst o nienawiści, rozczarowaniu, złości, braku zgody. Pełen złych emocji, rozgoryczenia i złorzeczenia. Same złe sprawy, skołowane myśli, kłębowisko węży w mojej głowie.

Zamiast niego podzielę się z Wami pewną refleksją, która mnie dziś naszła, a właściwie napędziła mi niezłego stracha. No bo co by było, gdyby coś mi się stało tu, gdzie teraz mieszkam.

Wyobraźmy to sobie, sytuacja, jakich wiele. Mieszkam sam. Nie mam psa, ani kota. Sąsiadów nie znam. Jest piękny, ciepły wieczór. Biorę prysznic, stawiam krzywo nogę i się potykam. Odruchowo chwytam zasłonki prysznicowej, ale ta (bo zamontowana jedynie na lichym, plastikowym pałąku) zrywa się, nie stawiając żadnego oporu. Ja hyc, a następnie bęc głową o kant wanny. Krew się leje, ja nieprzytomny, coraz bardziej blady. Czaszka pod wpływem uderzenia straciła integralność, dlatego zostało mi na oko jakieś pół godziny życia (wcale nie musiałoby być aż tak tragicznie, staram się jednak maksymalnie podkręcić dramatyzm sytuacji). Leżę więc tak nagi i czekam. Dobra, zasłonka ewentualnie przykryła to, co trzeba. Nie zmienia to faktu, że stygnę.

I stygnę…

I stygnę…

I stygnę tak do rana. Rano (jeszcze nie wiadomo z jakiego powodu, bo nie poinformowałem pracodawcy!) nie pojawiam się w robocie. Koleżanki i koledzy w zastanawiają się, co odwalam najlepszego, przecież nigdy jeszcze nie wykręciłem takiego numeru. Paru z nich próbuje wykręcić numer do mnie. Nie odpowiadam, więc zaczynają się niepokoić, no ale nic. Przecież kreacja. Ma swoje odpały. Wciąga koks i się bawi całe życie. Poza tym nikt do końca nie wie, gdzie mieszkam, więc… No co?

Późnym popołudniem rodzina próbuje się dodzwonić. Wiedzą, o której kończę pracę i to taki nasz rytuał. Albo ja do nich, albo oni do mnie, pogaduchy podczas powrotu do domu. Rytuałem jest też to, że często nie odbieram. I to mnie gubi. Bez cienia podejrzeń odpuszczają.

Wieczorem dzwonią przyjaciele. Znów nie odbieram. Cały dzień ciepły i słoneczny, więc nie próżnowałem, zawierając nowe znajomości. Przedstawiam Wam moje nowe koleżanki, muchy z rodzaju Lucilla, Protophormia i Cynomyia mortuorum (Calliphoridae) oraz Sarcophaga spp. (Sarcophagidae). Nie mogłem odebrać, bo niańczę teraz potomstwo wyżej wymienionych.

Nastał nowy dzień. W robocie ostro wkurwieni, bo znów nieobecność. Telefon głuchy, więc postanawiają działać. W aktach znajdują adres. Gdyński, nieaktualny. W danych do przelewu pewnie jest aktualny bo Warszawski. Pudło…

Dalej nie chce mi się już tej spiralki niefortunnych zdarzeń nakręcać, bo to nie ma sensu. Na pewno wszyscy załapaliście, o co mi chodzi. Trochę to straszne, że mieszkam sam, że jestem singlem i jestem samotny prawda? No, mi to też ostro zryło beret…

Dla uspokojenia wszystkich tych, którzy w tej chwili chcą do mnie dzwonić z pytaniem czy wszystko u mnie ok, śpieszę z następującym:

  1. Wannę mam akrylową, więc istnieje małe prawdopodobieństwo, iż bym sobie o nią roztrzaskał łeb,
  2. Zasłonka też nie jest wcale taka licha,
  3. Dla Waszego spokoju postaram się zawsze odbierać lub chociaż oddzwaniać,
  4. Pierwsze co zrobię jutro w robocie to aktualizacja danych w HRach,
  5. Wszystko u mnie dobrze, jestem tylko trochę przemęczony i smutny.

To lecę pod prysznic, dobraaaaa!…

 

Otagowane , ,

Magia po prostu bycia

W którym momencie jeszcze się zwierzamy, a w którym już po prostu trujemy dupę? Zawsze zadaję sobie to pytanie, gdy mam potrzebę się wygadać. Ostatnio trochę częściej niż zwykle.

Bo ja to zdecydowanie stoję po stronie tych słuchających. Wolę. Lepiej się w tym czuję. Jest mi łatwiej w milczeniu posłuchać, może ewentualnie zadać kilka pomocniczych pytań i potem zwyczajnie obserwować jak “sytuacja” się rozwija. Zawsze mnie cieszy, kiedy widzę, że “razem” dochodzimy do pewnych ważnych wniosków. Lub gdy złe emocje zostaną wyrzucone w eter? Mało skromne, ale mam wtedy poczucie spełnionej misji. Pomogłem tak o, siedząc obok. Magia po prostu bycia.

Gorzej, gdy sam się z czymś borykam, bo wtedy przychodzi TO pytanie i mnie blokuje. Jakim prawem kogokolwiek mam obarczać swoimi rozterkami? Nie wolno mi nikomu truć dupy błahymi sprawami. Nawet nie zaczynam tematu.

To jak jest, kiedy jeszcze się zwierzamy, a kiedy już trujemy dupę?

Otagowane , , , , ,
Reklamy
%d blogerów lubi to: