Monthly Archives: Marzec 2014

Niezły odlot

Matka natura to ma czasem pomysły po chuju. Weźmy na przykład takie zatoki. Ni to nie macha, ładnie nie wygląda. Gdzieś tam w twarzoczaszce schowane, tylko się gilami zapycha, smarkami zielonymi, potem boli, uszy się zatykają i człowiek cały poirytowany. Po chuj to komu? Jeszcze by się symetrycznie dwa zatykały, to nie. Jedno zatkane, drugie działa. Mono jebane. Ryj wykrzywia, jak coś ktoś mówi, bo wtedy lepiej słychać, ale tak głupio patrzeć komuś z ukosa w oczy, więc stara się człowiek panować nad sytuacją.

– Co? Jak się czuję? Miło, że pytasz, nie za dobrze.
– Pytałam, czy dużo drukujesz…
Takie drobne, zabawne faux pas. Nie, mnie nie śmieszą.

Raz w roku mi się zdarza. Na przełomie zimy i jesieni. Próbuję wtedy inhalacji, kropli do nosa i aerozoli w dawkach szklanka na nozdrze, olejków mentolowego, z drzewa herbacianego, eukaliptusowego po kilka kropel na poduchę (jebie u mnie wtedy, jak u starej zielary!), różnych tabletek na zatoki, ale najchętniej wjebałbym w sam środek ucha drylownicę i wypruł skurwysyństwo razem z połową mózgu na zewnątrz. Bardzo irytujące uczucie. A i tak się kończy zawsze tak samo. Antybiotykiem.

W tym roku nie było inaczej, też mnie zatkało, ale pomyślałem, że jeśli będę cierpliwy, to może antybiotyku nie trzeba będzie. Zatkało w sobotę, a dziś mamy nadal zatkaną środę. Cierpliwości mi nie brakuje. Tym razem postawiłem na skomasowany atak wielu składników o bardzo silnym natężeniu i tak, jak nigdy, stosowałem wszystko na raz. Niestety skomasowany atak okazał się w chuj nieskuteczny, więc byłem zmuszony zwiększać systematycznie dawki leków, szczególnie piguł. Kiedy to w sobotę przyjmowałem jeszcze dawkę 6 piguł dziennie, po 2 trzy razy na dobę, tak wczoraj brałem już 12 piguł dziennie, po 3 cztery razy na dobę. Albo może więcej… Serio nie pamiętam! Nawet sobie nie wyobrażacie, jak zatkane ucho potrafi być kurewsko irytujące i wkurwiające!

Dzisiejszego dnia nastąpiła kulminacja. Niby ucho lepiej, ale rozpierdoliło mnie, jak to moja przyjaciółka zwykła mawiać, w chińskie osiem. Obudziłem się w nocy zlany zimnym potem. Poducha mokra, kołdra mokra, prześcieradło mokre, ja mokry, wszystko mokre. Nic, kurwa, idę się przebrać w suche i siku. Nie w siku przebrać. Siku zrobić. W łazience, pomimo pełnego pęcherza, siku nie mogę. Myślę sobie, aha kurwa, prostata, to pewnie już ten wiek, że prostata, bo jestem stary! No nic, wydusiłem siku i idę spać. Rano budzik dzwoni. Boże, matko, gdzie ja jestem? Oczy otwieram z ledwością. Patrzę. Dobra. Wstaję. Palpitacje serca jakieś, drgawki, źle się czuję, nie piję dziś kawy, o nie! Herbatki to owszem. W łazience znów siku kiepsko idzie. Do tego jakiś niepokój, ogólne pobudzenie z jednej strony, a z drugiej coś jakby senność. Do pracy nogami powłóczę. W autobusie jakoś dziwnie się czuję, że jakby podwójnie poirytowany, że ludzie mnie dotykają. Coś daleko do tej agentury. W pracy siadam za biurkiem. Jezu, skupić się nie mogę! Komputer. Pyk! Mam temperaturę, na pewno mam! Telepie mną! Nic, robota, robota, zbieram myśli. Staram się. Kurwa, zaraz się chyba przewrócę! Na siedząco się przewrócę! Laski przychodzą z briefami. Czego one kurwa chcą! Total jakiś, idźcie stąd, dajcie żyć! Co wy nie widzicie, że jestem, kurwa chory?!

– Coś jesteś jakiś taki dziwny, taki nieswój. Wszystko dobrze?
Chuja, nie dobrze, idźcie do kurwy!
– Nie, normalny jestem. Trochę jeszcze to ucho, ale i tak już lepiej, niż wczoraj.

Idą. Ja siedzę. Muszę się położyć. Wyciągam krople do nosa i się kładę. Leżę. Zasypiam. Jakieś haluny mi się śnią. Budzę się i natychmiast wstaję. Nie no, ja jestem chory, mam temperaturę, idę do domu, muszę pod kołdrę i się wykurować! Idę do WC. Siku nie idzie. Wracam. Znów przychodzą i nad uchem napierdalają. Kurwa, dość, ja wypierdalam. Ubieram się i wychodzę. Dzwonię do M. Napierdala mi, głowę suszy, że do lekarza powinienem, że tyle dni z uchem takim, że tyle leków. Jo, dobra, bla, bla, bla. Wsiadam do autobusu. W drodze do domu kilka razy zasypiam, jak jakiś naćpany ćpun. Źle ze mną.

Kurcze, zaczynam rozkminiać, a co, jeśli ja rzeczywiście leki przedawkowałem? Sprawdzam w necie symptomy zatrucia pseudoefedryną. Klik. Wyskakują. „Podobne działanie do amfetaminy, zaburzenie pracy serca, nagły wzrost ciśnienia, zatrzymanie moczu, drżenie mięśni, nadmierne pobudzenie, gwałtowne zmiany nastroju, uczucie zmęczenia, wzmożona senność…”

O ja jebie, to wszystko jakby zaczyna być jasne! Ja zwyczajnie naćpany jestem!!!

Oby, kurwa do jutra przeszło, bo już chcę być normalny! Choć normalny to ja nigdy nie będę.

A antybiotyk i tak biere…

Otagowane , , , , , , , , , , , ,
%d bloggers like this: