Monthly Archives: Styczeń 2014

Looking

Tak, szukam. Czy ja wiem, czy intensywnie. To zależy… To zależy od tego, w jakim jestem akurat nastroju. Czasem w ogóle, czasem… intensywniej. W skali od 1 do 10? Ale co… mam ocenić? No tak z 7… może 8. Nie wiem, nie jestem obiektywny. Czasem mam takie momenty buntu. Wtedy nie szukam w ogóle. Usuwam wszystkie profile i mnie nie ma. To znaczy jestem, ale już tylko „w realu”. Potem, po jakimś czasie, jakoś tak po dwóch, czasem trzech miesiącach, albo tygodniach, znów stwierdzam, że już bym chciał kogoś poznać. Zakładam szybko profil jeden za drugim. Nie zajmuje mi to dużo czasu, zazwyczaj kilka minut. Mechanicznie. Rejestracja, pierwsze logowanie, dane personalne, treść, zdjęcia. Najwięcej czasu zajmuje mi wybór zdjęć. Mniej, czy bardziej rozebrane, albo w ogóle może nie ubrane? Ale to i tak już nie tyle czasu, niż kiedyś. Byle szybciej, bo wstyd, że znów tu jestem. Zawsze się w myślach śmieję, że to bez sensu, że po co usuwam, skoro wiem, że za chwilę założę, znów muszę redagować opis, a to i tak chuj w bombki strzeli. No i potem siedzę i śledzę te wszystkie profile. Kto mnie odwiedził, kto napisał, kto dodał komentarz. Ciągle ci sami. Czy oni zapominają, że się już odzywali? I znów muszę im odpowiadać, że kolejny raz nie i nie i koniec.

Ta moja desperacja mnie serio denerwuje. Głupia dziwka doprowadza do tego, że nienawidzę swojego pustego wyra, jak oglądam jakieś ckliwe coś, to mi oczy łzawią, a rano jedząc śniadanie nie mam ochoty przeżuwać i popijać. Tyle z tego mam. Suchy jak pieprz jęzor, którym wylizuję wygłodniale kolejne nowe profile na pedałowniach, z nadzieją, że to może jednak on, że to jego poznam i się okaże fajny. No niech się chociaż normalny okaże. Nie, nie okazał się. Żaden. Nie odpisał. A chuj pewnie i tak był.

Czasem nie jest chujem. Tylko, przykładowo, mało mówi. Co nie jest przeszkodą, żeby sytuacja się rozwijała. Wolno, bo wolno. Czasem przypadkiem zupełnym, spotykam swojego jeszcze nieznajomego na imprezie i już sytuacja nabiera rumieńców. Tym razem jednak podejdę do sprawy spokojnie, z tym zdrowym rozsądkiem. Zdrowy rozsądek szybko idzie się jebać, a ja szybko zostaję na lodzie. „Bo wiesz, nie tracisz wiele, ale mogę zostać Twoim przyjacielem, bo myślę, że się całkiem nieźle dogadujemy”. Kurwa, gdybym szukał przyjaciół, uczęszczałbym pewnie na jakieś koło dyskusyjne, albo terapię grupową! Ty chuju! A jednak!

Dziś w korpo zaliczyłem dwie rozklejki. Co za pojeby wpadły na pomysł, żeby brać ślub na rozdaniu nagród Grammy? I to, kurwa, przy akompaniamencie tej jebanej, starej, rozkładającej się żywcem blerwy?! Kurwa, ja pierdolę… rozjebało mnie to w drobny mak. Źle ze mną, serio źle. Już jednak pięć minut później, otarłszy łzy wzruszenia, wróciłem na stanowisko pracy z uśmiechem na twarzy. Przyklejonym pewnie taśmą klejącą, a dla większej trwałości przyszytym dodatkowo sztaplerem. Cynizm dodaje mi otuchy. Kuuuurwa, czy ludzie muszą tak epatować swoimi uczuciami?!

Ale co ja tu się produkuję. Jebanie może by mnie uchroniło od pustego wyra. Dżina była sprytna i miała słuszność. Chcąc odpocząć, ruchała się z kimś, żeby móc u niego przekimać. Może i ja mogę się ruchać, nie chcąc być samemu? A co mi tam, prawda?

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , , ,
%d bloggers like this: