Monthly Archives: Grudzień 2013

Christmas feeling

Chcąc tchnąć w siebie choć odrobinę świątecznego… czegoś, postanowiłem, że skromnie udekoruję swój pokój, że niby czuję, cieszę się, fajnie jest, jednoczę się! Chybcikiem zakupiłem sznur lampek LED, bo ekologiczniej, sztuk 80, po czym, pełen dobrej energii wsiadłem w tramwaj, celem przemierzenia całej Warszawy wzdłuż, w kierunku sklepu IKEA. Szczwany lisek ja, wcześniej, solidnie przygotowałem sobie trajektorię, po której powinienem się poruszać. Najpierw 18, potem 527, żaden problem, jedna przesiadka, pikuś.

Na wysokości Metro Wierzbno pierwsze problemy. Smartfon nakazał mi wysiadać tu natychmiast i co z tego, że już ruszyliśmy. Teraz, już koniec podróży, przesiadamy się do metra, bo na zaplanowany autobus i tak już nie zdążysz frajerze, co się po Warszawie poruszać nie umie. Nerwowość mnie jakaś od razu opanowała i zacząłem rozkminiać. No tak rozkminiam, rozkminiam chwilę, że przecież i tak już jestem dalej niż bliżej metra, więc… No co! Zignorowałem. Hola hola, pomyślałem, w moim planie żadnego metra nie było, jadę! Nerwowość jedzie ze mną.

Stare Miasto, dojechałem. Idealnie, bo zaraz za mną rzeczony 527. Wsiadam. Zerkam na schemat podróży. Spoooko, 6 przystanków, jak rakieta mnie zawiezie do celu mego. Coś jednak jakoś tak nerwowość nie chce mnie opuścić. Przecież, jak ostatnio jechałem, to przystanków było jakoś z milion, a teraz raptem 6. Chyba, ten, sobie myślę, że sprawdzę lepiej, gdzie jest ta IKEA. No i jasne, że dobrze, że sprawdziłem! CH M1 Marki, a nie CH Targówek! 190, nie 527! Jestem na trasie! Zajebiście! Trzeba działać szybko! Kurwa, dlaczego on się tu nie zatrzymał! Linia przyspieszona…. Aha. Fuck! Wysiadam. Ze mną parę osób. To już te rejony, że ludzie dziwnie wyglądają. Bo jestem… Gdzie ja jestem? Delikatnie wychylam się, żeby dojrzeć nazwę na wiacie. Nie jest źle, jeszcze są wiaty. Przystanek Piotra Skargi. Natychmiast postanowiłem skargę wystosować do osoby odpowiedzialnej za moją niefortunną pomyłkę.

– Marki nie Targówek. A ja jechałem do CH Targówek.
– No przecież na Targówku jest IKEA i w Jankach.
– W CH Marki jest IKEA. M1.
– A to nie jest blisko Targówka? ;-)
– Blisko Twojego i P. grobu ;-)
– Hahahahahahaha, IKEA Targówek, Centrum M1
– Teraz już wiem. Żadne 190 nie jedzie. Kurwa.
– Tam chyba jeszcze 112 jedzie, albo coś pierdolę.
– Ej łosiu, ja jestem na Piotra Skargi.
– Na chuja muja. Nic mi to nie mówi.
– Jadę! Nakurwiam czaczę!

Przyjechał, więc nakurwiam czaczę. Dojechałem. Nerwowość ze mną.

W IKEA lawina ludzi. Kurwa, ja pierdolę, do chuja wafla, ja tu przyjechałem tylko po ozdoby świąteczne i miski dla psa, nie chcę z nimi wszystkimi tu być! Stosuję skrótasy. Ten, kto projektował IKEA, ma ergonomię w małym palcu. Miski są. Pokaźny kącik różnych misek, a w tym moich upatrzonych brak. No kurwa, no, myślę, a właściwie moja nerwowość myśli. Tylko właściwie po nie tu zapierdalałem. Chuj, nic, trzeba znaleźć alternatywę. Bez misek stąd nie wyjdę. Biorę telefon i dzwonię.

– M. tych misek nie ma.
– O k…. to z…aj…. i…. e.

„Kurwa, no se pogadaj, pogadaj se, bez zasięgu, kurwa!” mówię do siebie i rozłączam się ostentacyjnie. Nerwowość rośnie. Okej, znalazłem alternatywę, nawet niegłupią dla tych głupich misek. Biorę. Telefon dzwoni. Tata. Odbieram.

– No cześć, jestem w IKEA na zakupach.

– Wiesz, słabo Cię słyszę, coś, jakbyś był w tunelu.
– TO MOŻE ZADZWONIĘ JAK STĄD WYJDĘ, CO?! (KURWA!!! – myślę).
– Dobra, Cześć!

Jezus Maria! Przebiegam przez resztę sklepu. Cokolwiek mnie interesuje, albo nie ma ceny, albo tego nie ma. Chuj ten Tarówek, nie IKEA, sobie myślę. Ozdoby świąteczne. Rozpiździel, jakich mało. Nie, nie, nie mam już siły, mam w piździe choinkę, bombki, w dupę sobie wsadźcie te święta pierdolone, będę miał lampki, zakupione wcześniej i nic więcej! Na wolnym od kurzu parapecie je rozłożę i tyle świąt będzie! Kasa, szybko kasa! Przede mną jakaś gruba grubaska z wyżartymi od rozjaśniacza, przetłuszczającymi się włosami. Każdy krok powoduje falowanie jej ciała. Obok mamuśka, tych samych gabarytów, co córka. Okupują dwie kasy. Kurwa, co to jest, sobie myślę, o co chodzi, że one mają podwójną szansę na szybszą kolejkę, bo one są dwie? Ja pierdolę, zaczyna się balet z koszem. Do ostatniej minuty matula grubula stoi w kolejce obok. Jednak kolejka, w której ja stoję, finiszuje szybciej. Znów myślę źle. Właściwie, to jestem już samą nerwowością. Kurwa, zaraz wolność, wolność zaraz….

I chuj! I mam lampki! W dodatku o chłodnej barwie, więc światło dają, jak w kostnicy. Taki świąteczny nastrój poczułem!

A poważnie… Nie lubię świąt tylko z jednego powodu. Samotność w święta jest przerażająca i przygnębiająca.

Dlatego Wam życzę, aby żadne z Was nie było samotne, nigdy, a sobie życzę fajnego faceta!

Wesołych!

Otagowane , , , , , , , , , ,
%d blogerów lubi to: