Monthly Archives: Lipiec 2013

Zazdrość

– Tak naprawdę to ja myślę, że musisz najpierw znaleźć swoje miejsce. Bo myślę, że do tej pory tego nie wiesz.

– Chodzi ci o to, czy Gdynia, czy Warszawa?

– No.

– Ja wiem o tym M., ale to nie chodzi chyba o fizyczne miejsce, w którym będę mieszkał. Bardziej chyba chodzi o moje miejsce w głowie. Bo to, że wydaje mi się, że gdzieś będę szczęśliwy, a gdzieś nie, to jest mało istotne. W ogóle wydaje mi się, że to całe moje ostatnie imprezowanie, to jakaś ucieczka.

– No tak, no tak, no!

– Do tej pory nie wiem, czy decyzja o mojej przeprowadzce była rzeczywiście słuszna. Nie wiem. Wydawało mi się, że potrzebuję zmian. Takich konkretnych zmian, że spierdolę z Gdyni, przeprowadzę się tu, zmienię diametralnie swój zawód. Czy mi to w ogóle cokolwiek dało? Nie wiem… To znaczy jasne, że dało! Na przykład się obroniłem! Co powinienem rzeczywiście zrobić 10 lat temu. Ale się obroniłem teraz i dla mnie to jest mega krok do przodu. M., ja mam 35 lat i się czasem zastanawiam, w jakim ja miejscu życia jestem? Ja de facto nie posiadam nic swojego. I to nawet nie chodzi o kupowanie mieszkania, bo ja sobie nie wyobrażam brać kredyt na milion lat. Wszystko, co miałem, zostawiłem w Gdyni, porozdawałem albo leży na kupie u mamy. I teraz, jak patrzę na osoby młodsze ode mnie, które są ogarnięte, poukładane i mają pomysł na siebie, to… Ja mam takie przeczucie, że ja trochę żyję przeszłością. Podjąłem kiedyś decyzję, która do tej pory ma na mnie wpływ i pluję sobie w brodę, że podjąłem właśnie taką. A tą decyzją było rozstanie z R. M. myśmy wtedy mieli wszystko, mieliśmy wspólny dom, spędzaliśmy ze sobą czas, było naprawdę dobrze. Ale ja chciałem na niego wpłynąć, chciałem go zmienić w kwestiach, w których mi się coś nie podobało.

– Oj takie metody są zawsze najgorsze. Człowiek łatwo może się zagalopować i przejebać.

– No wiem o tym, teraz już wiem. Od tamtej pory ja właściwie nigdy już nic swojego nie miałem. Ty kumasz, że przez pół roku, jak się R. wyprowadził, ja nie miałem łóżka? Spałem na podłodze. Nawet materaca nie miałem. Kładłem się na kołdrze rozłożonej na dywanie.

– Ale dlaczego?

– No właśnie nie wiem dlaczego. Bo mi nie zależało, nie chciało mi się go skombinować. Potem się trochę ogarnąłem, ale znów dostałem po dupie… Nie rozumiem, naprawdę nie rozumiem, dlaczego ja nie mogę zrobić kolejnego, pierdolonego kroku do przodu i nie mogę wykorzystać swoich wartościowych cech, których mam w końcu trochę. M. przecież ja nie jestem głupi, wiele wiem, o wielu rzeczach, mam wiedzę na tematy, które mnie interesują…

– Na jakie tematy masz wiedzę?

– No chociażby architektura. Ja się na tym znam. Albo wnętrza. M., ja półtora roku temu jeszcze nie miałem na ten temat żadnego pojęcia i zawsze chciałem coś w tym robić, ale się bałem. A teraz? Teraz wiem właściwie wszystko o wnętrzach. Na jakiej wysokości są kontakty, na jakiej wysokości są kontakty nad blatami, na jakiej wysokości są blaty kuchenne, jakich wymiarów są szafki kuchenne… Kurwa, dlaczego ja tego nie potrafię wykorzystać?

– A chciałbyś coś w tym robić?

– No jasne, że bym chciał! Ale się boję. Boję się, że zostanę źle oceniony przez klienta, że popełnię błąd i klient mi powie, że się nie znam.

– Ty to jesteś dokładnie taki sam, jak ja. Świetna w dawaniu dobrych rad, ale żeby coś dla siebie, coś o sobie, to już tchórz i właściwie to nie.

– Pewnie tak…

Otagowane , , , , , , , , , , , , ,

Jak spłoszone zwierzę

Pisać, pisać, załapać flow… Napisać o tym, że ludzie zachowują się jak spłoszone zwierzęta, czy może o tym, że rozmawiam i mówię o tym, o czym chcę mówić i rozmawiać?

Właściwie sam się zachowuję, jak spłoszone zwierzę. To prawda, że nie mówię o sobie, a to, co sobą reprezentuję, to pozory w swojej najczystszej postaci. Bo ja się nie lubię afiszować. Sprawiam wrażenie otwartego, słucham z uwagą, rozmawiam. Jestem ekscentryczny, skupiam na sobie uwagę. Owszem. Nie mówię o sobie, unikam tematów trudnych, dotyczących mnie, utrzymuję bezpieczny dystans. Ci najbliżej znają kilka moich wersji. Właściwie kilka moich masek. Ja gniewny, ja ekshibicjonista, ja śmieszek, ja hipster, ja nie hipster i tak dalej. Każde z wcieleń to mur. A im się wydaje, że mnie znają. Naiwni…

Wszyscy razem wpadamy w pułapkę, którą zastawiam. W pułapkę niefortunnej oceny.

Zresztą ocena jest nieważna. Każdy ocenia. Każdemu zdarza się ocena nietrafna. Ja nie czuję potrzeby, żeby się sobą dzielić. Nie widzę sensu. Nie chcę. Boję się. Czy coś tam…

Moja głowa, moja twierdza. Takie pierdolenie.

Otagowane , , , , , , , , , , , ,
%d bloggers like this: