Monthly Archives: Czerwiec 2013

Rozk(rok)

Słuchajcie, ja chcę chyba wracać. Do siebie. Do mojej Gdyni. Minął prawie rok, od kiedy mieszkam w Warszawie i… mam totalnie zapchaną, zagmatwaną głowę. Nie zrozumcie mnie źle, Warszawa jest super, daje mnóstwo możliwości, jest inspirująca, pełna ciekawych, niebanalnych ludzi, dzieje się w niej dużo dużo. Jest zielona, nowoczesna, zabytkowa, kulturalna. Jest fajowska. Ale może nie jest dla mnie?

Ja, mieszkając w Warszawie, czuję się jakoś… dziwnie. Towarzyszy mi niepokój. Takie uczucie, kiedy wiemy, że czeka nas coś trudnego. Że za moment coś się wydarzy, a my nie mamy na to wpływu, więc biernie czekamy. Ciągle szumi mi w uszach, mam pełną głowę śmieci, w brzuchu mnie ściska, serce jest niespokojne. Mam wrażenie, że za chwilę coś mi pierdolnie na łeb. Ja chyba nie nadążam za Warszawą, nie potrafię dotrzymać jej kroku. Tempo, jakie narzuca, jest zawrotne. Nie potrafię w niej odpoczywać, wyluzować się.

Efektem jest frustracja. Jestem ciągle wkurwiony, opryskliwy wobec ludzi. Mam ochotę zapierdolić większość kierowców autobusów, tramwajów, poćwiartować ich zwłoki i zakopać w miejskich donicach ulicznych w całym mieście. Potem pod nóż poszliby lanserscy hipsterzy z ich jebanymi bródkami, wąsami, czapeczkami z daszkami, spodenkami rurkami, pedrylami, ray banami, ostrymi kołami, ipadami, z wielkim ego, które, jak uwiązany do nosa balonik z helem, podnosi ich czoła wysoko w górę, nie pozwalając nikomu na kontakt wzrokowy. Tych bym zakopał na Placu Zbawiciela – grób zbiorowy.

Uhuhu, to brzmi jak plan!

Z drugiej strony Gdynia. Miejsce, od którego jeszcze rok temu chciałem jak najdalej uciec. Bo zmiany, bo gdzieś indziej lepiej. I teraz, kiedy wysiadłem z pociągu na stacji Gdynia Główna, poczułem błogą ulgę. Spokój. Serio, poczułem się, jak w domu. Odetchnąłem. Wiedziałem, czułem, że jestem u siebie. I minął mi wkurw, że pociąg spóźniony godzinę, w kiepskich warunkach, bez klimatyzacji. To już nie miało znaczenia. Bo byłem w Gdyni.

Następnego dnia poszedłem w miejsca, które wiedziałem, że się zmieniły. Tu tyle się zmienia! Ze skrywanym zachwytem (bo mi głupio) poznawałem je na nowo. Ze ściśniętym gardłem patrzyłem, jaka Gdynia jest cudna, mała, dumna, logiczna. Na plaży dotknąłem drobnego piasku, na bulwarze poczułem smród zatoki, zobaczyłem lekko kołyszące się maszty łódek na tle Akwarium. Potem, otoczony tłumem ludzi świętujących najkrótszą noc roku, łamałem prawo, żłopiąc piwo na plaży, zerkając na kolorową scenę CudaWianki i szukając raz jednych, raz drugich znajomych….

Gdynia ma najlepszą komunikację miejską w Europie – to zostało potwierdzone nagrodą!

Ja wiem, to jest brutalne co piszę. Przecież niedawno się jarałem Warszawą. Jestem w rozkroku…

– W ogóle się nie odzywasz…
– No wiem wiem. Chcę chyba znów do Gdyni.
– No to zapraszamy… Ale Warszawa… Piękna… Magiczna…
– Bleh. Tragiczna.
– Zależy czego szukasz w niej… I w życiu… A pod jakim względem tragiczna?
– ZTM, napięcie, hałas, klimat, woda, zadzierające nosa słoiki, nielogiczność, wyścig szczurów, korporacje.
– Oj tam… Są gorsze rzeczy…
– Grzybica i nowotwór ;-) Są też lepsze.
– No tak… Ale to i tak ładne miasto… Jedno z ładniejszych dla mnie…
– Mhm…

Otagowane , , , , , , , , , ,
%d blogerów lubi to: