Monthly Archives: Sierpień 2012

głupiomądry ja

„Tutaj jest mi łatwiej klikać. Myślę, że nic nie jest czarne ani białe. Poznając kogoś sam się o tym przekonujesz. Na samym początku ktoś może Ci się wydawać albo cudowny, albo beznadziejny. Ale to tylko jeden wymiar. Potem dochodzą kolejne i kolejne. Nawarstwiają się na siebie jak słoje w drewnie. Okazuje się, że człowiek, którego nadal poznajesz, nie jest biały. Nie jest czarny. Ma odcienie i tylko od Ciebie zależy, czy będziesz w stanie te odcienie zaakceptować. Jeśli nie – masz pełne prawo podjąć trudną decyzję o rozstaniu. Czasem jednak warto chwilę poczekać, zastanowić się.

Natomiast jeśli chodzi o układy, w których nie ma miejsca na emocje – absolutnie nie jestem w stanie w to wejść. Bo wiem, że żadne płytkie „układy” nie będą w stanie dać mi tego, czego oczekuję. Dlatego Cię rozumiem…”

Ja to jednak mądrutek jestem, nie ma co…

Reklamy
Otagowane , , , , ,

myśli luźne

Już bardzo chciałbym normalnie zarabiać. Nie jakieś tam kokosy zbijać, żeby móc się pławić w bogactwach. Zwyczajnie, chciałbym raz w miesiącu na swoim koncie móc się cieszyć regularnym napływem gotówki. Wiem, że jak dalej będę dzielny, grzeczny, robotny, to ten moment nastąpi. Może wcale w nie tak dalekiej przyszłości. A jestem dzielny, grzeczny i jestem też robotny… Całą swoją pierwszą pensję rozpierdolę na przyjemności!

Są w mojej głowie takie pytania, które co jakiś czas do mnie wracają, a na które, nie wiem, czy w ogóle istnieją odpowiedzi. Potem znów o nich zapominam, żeby nagle, w różnych, dziwnych okolicznościach, po pewnym czasie sobie o nich przypomnieć. Ostatnio wróciło do mnie pytanie na temat partnerów. Czy lepiej partnerzy funkcjonują w związku, kiedy są do siebie podobni, czy wręcz przeciwnie, kiedy są diametralnie od siebie różni? Mówi się w końcu, że przeciwieństwa się przyciągają, ale czy ja wiem, czy to jest recepta na dobry związek? Może to nie jest wcale recepta? Może receptą jest po prostu ciężka praca, a to, jaki kto jest, jest drugorzędne?

Odżywiam się źle. Mój żołądek mówi basta! Buntuje się maleństwo, jak tylko może. Z całych sił tupie nóżką, chcąc zwrócić na siebie uwagę. Chyba powinienem go traktować trochę poważniej. Jakieś zdrowności mu sprawiać, zielonego dużo. I czerwonego. Może dziś coś ugotuję!

Boicie się śmierci? Bo ja nie.

Otagowane , , , , , ,

Przypadki

Środek nocy, klub gejowski. Tłum ludzi, żadnych znajomych. Wychodzę z WC, on już na mnie czeka. Patrzy na mnie porozumiewawczo strzelając minę. Odwzajemniam grymas.

– Chciałem się tylko przywitać.
– Sorry, mam mokre ręce, nie wytarłem.
– To może mnie przytulisz?

Tulę go tak, jak się tuli starych, dobrych przyjaciół. Ciepło i szczerze. Czy ja go w ogóle znam? Nie, chyba nie, chociaż wydaje mi się, że widziałem już gdzieś tą twarz. Zapewne gayromeo.

– Widziałem cię w autobusie. Jechałeś z kolegą.
– Ale to mało prawdopodobne, ja właściwie nie jeżdżę autobusami po Warszawie. Unikam.
– To byłeś ty. Na pewno.
– No nie wiem, a jaką linią jechałem?
– 180

Nic mi to nie mówi.

– Jechałeś z kolegą. On jest projektantem. To teraz Ci się do czegoś przyznam.
– No słucham.
– Podsłuchiwałem was. Rozmawiałeś z nim o sałatce. Że zrobisz u znajomych. Z roszponki.
– Z rukoli.
– No właśnie, z rukoli.

Kurwa, to ewidentnie ja, ale kiedy ja jechałem autobusem? Totalne zaćmienie.

– I tak jechałem i was słuchałem i sobie myślałem: taki piękny chłopak i jeszcze o gotowaniu rozmawia.
– Miło mi. Wiesz, muszę poszukać swoich znajomych. Gdzieś mi uciekli…

Małe kłamstwo.

%d blogerów lubi to: