Monthly Archives: Maj 2012

Bajka

Chciałbym opowiedzieć Wam bajkę.

Nie tak dawno temu, nie wiadomo jednak dokładnie kiedy, w dość niewielkiej odległości od Krainy Siedmiu Wzgórz i Siedmiu Lasów, żył sobie młodzieniec o imieniu Maciek. Zupełnie tego nie było widać, ale drzemały w nim niespożyte pokłady magicznej energii. Maciek wiedział, że jest chłopakiem nieprzeciętnym i dostał od losu niesamowity dar. Od najwcześniejszych lat cechował się nietuzinkowymi umiejętnościami, błyskotliwością, kreatywnością, zapałem, co powodowało, że odstawał od reszty rówieśników. Codziennie marzył o tym, aby pewnego dnia móc swój dar uwolnić i przeistoczyć w coś pięknego. Szczególnie, że był to ten specjalny rodzaj daru, za sprawą którego ludzkie twarze zaczynały się uśmiechać. Maciek wiedział też, że nie będzie łatwo swój dar uwolnić. Miał świadomość, że przed nim długa i wyboista droga. Jednak nie wahał się ani chwili. Podjął wyzwanie, pomimo lekko dającym o sobie znać strachu w jego sercu.

Przyszedł dzień, w którym młodzieniec wykonał swój pierwszy krok na drodze do spełnienia marzeń. Za nim kolejny i kolejny. Czas nieubłaganie przemijał, a chłopak żwawo kroczył do przodu, nie oglądając się za siebie. Ścieżka, którą szedł rzeczywiście okazała się długa, kręta i ciemna. Chłopak co i rusz się o coś potykał, coś go smagało po twarzy. Trudno było wszystkie przeszkody dostrzec w półmroku. Wkoło niego mieniły się czerwone, białe, żółte rozbłyski stale go obserwujących oczu, niczym małe, drżące iskry, nieustanne towarzyszki jego wędrówki. W oddali słychać było głuche wycie i lament upiornych postaci. To nie było miejsce odpowiednie dla Maćka. Ten jednak się nie zniechęcał. Zbyt mocno chciał odkryć swój dar. Jedyne co, to przyspieszył kroku, bo odczuwał trochę większy strach w swoim sercu.

Minęły lata. Maćkowi zaczęła doskwierać samotność i zmęczenie. Do jego myśli wdarły się niepostrzeżenie wątpliwości. Czy jest na odpowiedniej ścieżce? Na pewno nie zabłądził? A co, jeśli to nie jest ten, kierunek, którym powinien pójść? Postanowił się na moment zatrzymać i pomyśleć. Nieopodal, wśród wysokich, gęstych drzew, znalazł piękną, zieloną polanę. Skrzyła się ona świeżością rosy i świetlnymi zabawami cienia i światła słonecznego. Wręcz zapraszała do odpoczynku. Był to dość niespotykany widok na dotychczasowej drodze Maćka. Tak cudowne miejsce wśród ciemności? Co prawda chłopak musiał trochę zboczyć ze swojego dotychczas obranego azymutu, aby polanę odkryć, co dało mu dodatkowo do myślenia. Usiadł i zaczął się rozglądać. Zaczął dostrzegać bogactwo tego miejsca. Przepiękne, kolorowe rośliny, cudowne wonie docierające do jego nozdrzy, nieznane, stworzenia, ciekawe nowej postaci, która postanowiła tu przycupnąć. Miejsce to wzbudzało zainteresowanie, chęć poznawania i ufność w duszy chłopaka, co było przecież dla niego tak naturalnym stanem. Pierwszy raz od dłuższego czasu poczuł się jakby był wśród swoich.

W pewnym momencie, kiedy już Maciek oswoił się z obfitością tego miejsca, zwrócił uwagę na wąski przesmyk, znajdujący się na drugim krańcu polany. Ciekawe, co znajduje się za nim, pomyślał. Bez wahania postanowił to sprawdzić, w końcu był młodzieńcem odważnym i ciekawym nowego.

Przeszedł powoli, acz pewnie między drzewami. Przed nim rozpostarła się cudowna perspektywa. Świat, dla którego polana była tylko zapowiedzią. Śpiewające ptaki, tnące niebieskie niebo, barwy o niewyobrażalnym wręcz nasyceniu, rośliny uginające się pod ciężarem dojrzałych owoców. A co najpiękniejsze – ludzie podobni do chłopaka. Tak, oni wszyscy też posiadali swoje dary i tak jak Maciek, nosili je w sercach. Jednak każdy z nich był inny, każdy niepowtarzalny, a wszystkie dary magicznie się uzupełniały. Maćka dar także pasował do tej składanki. Ludzie otoczyli młodego obieżyświata, zapraszając do siebie. Chcieli, aby ten udał się dalej w swoją podróż w ich towarzystwie. Serce Maćka biło mocno. Był zachwycony. Wiedział, że chce żyć właśnie tu.

Maciek miał świadomość, że to nie koniec jego wędrówki. Ba, co więcej, wiedział, że tak naprawdę jest to dopiero początek i do końca swojego żywota będzie nadal kroczył przed siebie. Jednak tym razem był przekonany, że droga, na którą trafił, jest drogą dla niego odpowiednią. Cieszył się, że ścieżka ta pozwoli mu w końcu wykorzystać swoją magiczną energię, jaką dostał od losu. W końcu znalazł się w miejscu, którego do tej pory tak uparcie szukał.

KONIEC.

Otagowane , ,

Co masz do stracenia?

Nie zmienię nic, bo się boję. Nie pójdę tą drogą życia, bo nie powinienem. Nie będę się wychylał, bo pożałuję. Zamiast tego będę siedział skulony w rogu pokoju i będę drżał jak osika. Będę się bał żyć. Tylko co mi to da? Co osiągnę? Czy to rzeczywiście pozwoli mi być szczęśliwym? Rodzice skutecznie wpoili mi, że nie należy ryzykować, nie należy spełniać marzeń, o swoje interesy też nie należy dbać. Kurwa, przecież to jest błędne koło!

Kto ma o mnie zadbać, skoro nie ja? Komu powinno zależeć na moim szczęściu, jak nie mi? I od kogo ono zależy?  Strach to głupota. Największa głupota, i największa krzywda, jaką można sobie wyrządzić. Bo strach nas paraliżuje. Więc postanowiłem się nie bać. Tak, tak, pewnie nie od razu mi się to uda. Mam na to wyjebane. I na krytykę tej części świata, która będzie na mnie krzywo patrzyła, bo postanowię się wychylić też. Zbyt dużo czasu w swoim życiu zmarnotrawiłem i więcej już nie chcę.

Bo gorzej niż teraz już być nie może. A to oznacza, że zazwyczaj będzie całkiem nieźle. Bo w okół mnie są ludzie, którzy chcą mi pomóc, na których mogę liczyć. Więc jeśli kiedykolwiek powinie mi się noga, bo podejmę decyzję, która się obróci przeciwko mnie – zawsze mnie zaproszą na obiad, kolację, kiedy już będzie krucho w lodówce. Zawsze mnie przekimają, kiedy nie będę miał gdzie spać. Ale to są ekstrema. Bardzo mało prawdopodobne. Bo ja się nie boję. Już nie.

Pewien mój znajomy kilka dni temu podczas rozmowy telefonicznej wypowiedział magiczne zdanie: „A co masz do stracenia?” Okazało się być zdaniem wytrychem, które otworzyło ogromną szafę w mojej duszy. Wystarczy teraz tylko w niej posprzątać.

Grzesiu, jesteś bardzo mądrym człowiekiem.

Rozmowa z Ja cz.2

– Ale posłuchaj, w takiej sytuacji każdy by czuł strach.

– Tak, ale ja się serio boję. Wszystko do zmiany. A do tego padam na pysk. Odcinam się od prawdziwych emocji, bo bym nie mógł normalnie funkcjonować. Znasz takie uczucie, kiedy masz wrażenie, że jesteś tylko obserwatorem świata i życia? Świat jest materiałem radioaktywnym, na którym eksperymentujesz. I jest umiejscowiony w specjalnej kapsule, a Ty go możesz dotknąć tylko przez grube, ochronne rękawice? Znasz?

– Znam.

– No właśnie. ja tak się czuję. Nie mogę sobie pozwolić na gwałtowne ruchy, bo materiał radioaktywny w postaci mojego życia może jebnąć, rozpierdalając przy okazji wszystko w koło. A z drugiej strony przygotowuję się do ostrego jebnięcia. Buduję w swoim laboratorium bombę atomową.

– To znaczy?

– No to znaczy, to znaczy… To znaczy, że wszystko się zmieni. Staram się przygotować, przemyśleć każdy krok. Ale w tle, gdzieś za moją głową mam ciągle krzyk, przerażenie, złość, że to wszystko tak, a kurwa nie inaczej. Ja jebię, użalam się nad sobą?

– Chyba trochę tak. Masz takie wrażenie?

– Tak. Mam wrażenie, że się użalam, a nie powinienem. Nie wolno mi. Ludzie słabi się użalają. Usłyszałem dziś takie mądre zdanie, że strach i cierpienie powoduje, że człowiek się kieruje w stronę absolutu. Ja nie. Może niezbyt mocno się boję.

– A wiesz, że gadałem dziś o samobójstwie z koleżanką. Ja właściwie sporo o tym myślę. I sobie myślę, że gdybym się na to zdecydował, to wtedy dopiero okazał bym się słaby.

– No właśnie.

Otagowane , , , , , ,
%d bloggers like this: