Monthly Archives: Kwiecień 2012

Rozmowa z Ja cz.1

– Hej, co u Ciebie?

– Mh, gdybym, jak zwykle, powiedział, że jest wszystko w porządku, skłamał bym. Nie jest dobrze.

– Tak? A co się dzieje?

– Właśnie nic. Nic się nie dzieje. Oczekuję od dłuższego czasu jakiegoś przełomu. Żeby coś się zadziało, żeby było pozytywniej. Tymczasem ciągle jest tak samo. Z tendencją do bycia gorzej.

– Czego w zasadzie oczekujesz?

– Chciałbym… No właśnie. Mam jakieś wyobrażenie tych zmian, których oczekuję. Codziennie sobie o nich myślę. Podobno takie myślenie działa na zasadzie samospełniającej się przepowiedni. Że kiedy o czymś intensywnie myślisz, to to się w pewnym momencie ziści. Więc marzę, myślę. Nawet mam dość mocno sprecyzowany plan, który chcę zrealizować. Tylko co z tego, skoro na pewne rzeczy nie mam wpływu. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie. Chodź ze mną na papierosa. Jak palę, lepiej mi się rozmawia.

– Zacząłeś palić… Ok. No i o czym tak intensywnie marzysz?

– W zasadzie to dwie sprawy. Pierwsza to facet. Bardzo bym chciał poznać kogoś fajnego. Zakręcić się mocno na czyimś punkcie, zakochać się.

– A to problem? Nie poznajesz facetów? Przecież widzę, że co i rusz z kimś czatujesz.

– No tak, ale kiedy już ktoś fajny się zdarzy, to mieszka daleko. Poza tym trafiam zazwyczaj na dziwaków. Jakikolwiek odchył od normy mnie odstrasza. Wzmianka o przebytej psychoterapii lub psychoterapii w trakcie mnie blokuje. Jakby to było coś złego, że ludzie chcą się rozwijać. Problemy w rodzinie też dyskwalifikują poznaną osobę. Jestem bardzo krytyczny wobec kolesi, co pewnie ma wpływ na to, że nikogo „odpowiedniego” nie mogę poznać. Na samą myśl o odległości się buntuję, nie chcę w ogóle nawet myśleć o takim związku. Chcę mieć faceta przy sobie. Zagmatwane to wszystko.

– No własnie widzę. Rzeczywiście nie ma nikogo, komu warto dać szansę?

– Na pewno jest, ale może ja nie chcę, bo się boję. Poznaję świetnych ludzi, ale co z tego? Robię zazwyczaj krok do przodu i pięć kroków do tyłu. Boję się zaangażować, bo boję się, że zaryzykuję, a to znów pierdolnie po jakimś czasie. Bo się okaże, że nie potrafię się komunikować, że znów moje wady wyjdą, że nie będę potrafił rozmawiać. Ja nie jestem łatwym człowiekiem.

– Ale przecież masz tego świadomość, znasz siebie i wiesz, że możesz tym sterować.

– Niby tak, ale nie wiem, czy będę potrafił. Czy uda mi się zapanować nad swoimi emocjami.

– No dobrze, tylko nie mów, że nie masz na to wpływu. Wszystko jest w Tobie, w Twojej głowie. Nikt inny, tylko Ty masz wpływ na siebie. W tej chwili reagujesz na swoje strachy. Dlatego zamiast iść do przodu, cofasz się o te pięć kroków do tyłu. Może zamiast reagować na z góry wykreowane w swojej głowie sytuacje powinieneś pozwolić sobie reagować na człowieka, którego chcesz poznawać? Bo w tej chwili widzę, że jedyną samospełniającą się przepowiednią, jaką sobie kreujesz jest kolejna porażka. Tak intensywnie o niej myślisz, że nie dajesz sobie szansy. Nie jest tak?

– Może masz rację… Ej, jestem już śpiący, dokończymy jutro, co?

– Ok, dobrej nocy zatem.

Otagowane , , , ,

Warszawa

Warszawa dzisiejszego dnia to jakieś totalne wariactwo. Nienawiść, złość, gorycz, żółć i…. foie gras. Ale to temat na zupełnie inną notatkę.

Wciąż jestem pod wrażeniem swojego krótkiego wyjazdu do stolicy. Zazwyczaj miałem okazję ją doświadczać jednowymiarowo. Aż wstyd się przyznać, ale bywając w niej często, poznawałem tylko główne trakty, kawiarnie, restauracje zazwyczaj dedykowane takim, jak ja – turystom. Nic dziwnego, że Warszawa wydawała mi się płaska, szara, szybka. Nie miałem okazji nigdy obserwować autochtonów w ich naturalnym środowisku. Lubiłem to miasto, jednak zazwyczaj głównym powodem jego odwiedzenia byli znajomi, przyjaciele, chęć ich zobaczenia. Tym razem było inaczej. Większość znajomych wyjechało na święta poza Warszawę. Tak, jak większość populacji mieszkającej w stolicy. Ja natomiast zboczyłem z tras zarezerwowanych dla turystów. Wypuściłem się między innymi na drugą stronę Alei Jerozolimskich, gdzie okazało się, że nocne życie kwitnie pełną parą, ulice są obsiane małymi warsztatami naprawczymi dofinansowywanymi przez miasto, kawiarniami, pubami i miejscami, do których chce się wchodzić zarówno w nocy, jak i w ciągu dnia. Praga i Koneser, którego gmach główny został odrestaurowany z ogromną skrupulatnością, pietyzmem i rozmachem. Miałem okazję na jego terenie obejrzeć też opuszczone wnętrza byłych magazynów spirytusu oraz Bar Wódka, który raczy nas dużym wyborem tego trunku. Następnie przeszedłem się słynną ulicą Ząbkowską, na której z dużym prawdopodobieństwem można odkupić to, co nam zginie w metrze lub tramwaju. W końcu odwiedziłem piękną ulicę Profesorską i jej okolice, mnóstwo kawiarni z Czułym Barbarzyńcą na czele. Spełniłem swoje marzenie, konsumując tatara w restauracji U Kucharzy (niesamowita atmosfera, lepiej sobie tego chaosu i zamętu nie wyobrażałem). Pozwoliłem sobie też obserwować starszych warszawiaków i ich kawiarniane rytuały… Jestem przekonany, że każdy z nich ma do opowiedzenia wiele ciekawych historii.

Zdecydowanie nie jestem w stanie opisać wszystkich miejsc, jakie zobaczyłem. Właściwie nie jestem w stanie opisać żadnego rzetelnie i tak, jakbym tego chciał. Moja ostatnia wizyta była dla mnie bardzo ważna, emocjonalna i jak żadna inna. Między innymi dzięki trzem osobom: Maciuś, Fabian i Piotrek, bardzo Wam dziękuję. Mam wrażenie, że to miasto się przede mną otworzyło. Chociaż nie tyle otworzyło, co jedynie uchyliło drzwi, a ja przez wąską szparę zajrzałem do środka niesamowitego pokoju z wieloma zaułkami i tajemnicami. Bardzo bym chciał Cię dalej poznawać Warszawo. Ciebie, Twoją fascynującą topografię i historię.

Odbiegając od tematu: Kaczyński właśnie podziękował bloggerom, którzy mówią prawdę… A więc Panie Kaczyński – jest Pan skończonym idiotą i szczerze obawiam się o Pana zdrowie psychiczne.

Otagowane , , , ,
%d blogerów lubi to: